Ta strona stosuje pliki cookies. Poczytaj co to jest w polityka cookies
portal dla dzieci, dla rodziców
Dla rodziców


Galeria Maluszków


Artykuły do przedruku

Zostań redaktorem
Jeśli piszesz wartościowe artykuły, chcesz wypromować samego siebie...

kliknij tutaj!  




nauczycieli Zabawy w teatr

„Wierszykowe zabawy”


 A wszystko zaczęło się pewnego zimowego wieczora, kiedy to mróz wymalował na szybach różnorakie wzory i nie pozwolił na podziwianie zimowego krajobrazu za oknami. O zabawach na śniegu nie było mowy, a ulepienie bałwana mogło się odbyć tylko w naszych marzeniach.
 Wtedy to właśnie nasza mama zaproponowała nam zabawę. Niby nic dziwnego, zabawa jak zabawa, zgodziłyśmy się z siostrą chętnie, ale to co wymyśliła mama, przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.
 W kilka chwil zamieniłyśmy się w prawdziwe aktorki, miałyśmy prawdziwą „domową” scenę, byłyśmy pomalowane. A wszystko to po to aby móc odtworzyć czytane przez mamę wierszyki. Nie takie zwykłe, takie które można kupić w księgarni lecz takie które zostały przez mamę napisane specjalnie dla nas, tylko po to by umilić nam czas.
Od tamtej pory bawimy się tak bardzo często, a dokładnie zabawa odbywa się tak:
Każdy wiersz to osobny scenariusz. Do tekstu – scenariusza z wiersza przygotowujemy scenę, przebieramy się tak by przypominać bohaterów i najważniejsze, uczymy się cytatów na pamięć. Mama jako, że jest dorosła, wciela się w rolę narratora. W przypadku wierszyka, który nie ma kwestii do recytowania przez nas, jesteśmy tylko aktorami – mimami, a więc pokazujemy tekst gestami.
 Dużo frajdy sprawia nam przygotowywanie scenerii. Budowanie drzewek z kartonu, wycinanie tortów z kartki papieru i ich kolorowanie tak aby przypominały te z tekstu, dolepianie ogona pawia z gałązek wierzby, wycinanie starego prześcieradła czy malowanie buzi na podobiznę psiaka, kota, duszka to tylko niektóre elementy jakie wykonujemy razem z mamą żeby „zagrać” przedstawienie. Szukamy ich wszędzie, podczas spaceru w parku, na zakupach w markecie, w domu. Wszystko zawsze się jakoś przyda.
 Zdobyłam spore doświadczenie jako aktorka, dlatego też pochwaliłam się tym naszej Pani ze świetlicy szkolnej. Teraz i w szkole bawimy się razem z koleżankami w wierszykowy teatr. Jest to dowód na to, że z każdym i wszędzie mogę się tak bawić.
  Tak oto właśnie, nasza mama nas zaskoczyła. Wiem, że nie każdy z waszych rodziców czy wychowawców może wymyślić wierszyk  i zrobić z niego scenariusz, dlatego wierszyki naszej mamy są dostępne na stronie portalu. Skorzystajcie z nich sami a przekonacie się jak wiele radości mogą dostarczyć. Ja dzięki tym zabawą nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Jestem kreatywna, nie jestem już nieśmiała, nie mam trudności z zapamiętywaniem i co najważniejsze, nawet kiedy za oknami jest szaro i nudno, w domu zawsze jest wesoło bo czas spędzamy razem z rodzicami. Czegóż chcieć więcej?...

Oto kilka przykładów wierszy autorstwa p. Marty Sas-Witko do własnej interpretacji:

WÓZECZEK”
Kiedy byłam całkiem mała, mama mnie tu kołysała.
Tu też spałam i płakałam, potem trochę rozrabiałam...
Jak się siadać nauczyłam, mama czary uczyniła..
W mig z gondoli, spacerówka się zrobiła!!!
Na spacerach wielu byłam i bym dalej tak jeździła,
lecz urosłam niesłychanie no i kłopot powstał mamie.
Bo to calkiem nie wypada aby taka duża dama, dalej w wózku tak jeździła
a nie sama już chodziła.

„PORY ROKU”
„...idzie lasem Pani jesień, jarzębinę w koszu niesie...”
Och, ta fraza jest mi znana, ale co mi powie mama?
O jesieni, wiośnie, zimie no i lata nie pominie.
Co to lato jest, a co wiosna? A odpowiedź nie jest prosta.
Wszystko się tak szybko zmienia, latem ciepłem tętni ziemia
za to zimą tonie w bielach.
-Wiosna? Ach, odpowiedź bardzo prosta!
To jest taka piękna dama, cała w zieleń jest ubrana!
Stroi wszystko wkoło by nam było już wesoło!
Kwitną kwiaty, krzaki, drzewa i skowronek wreszcie śpiewa.
Za to latem, jest gorąco bo wysoko świeci słonko.
Wszystko ciepłem swym obleje i nie jeden się ogrzeje.
Czy na plaży lub nad rzeką, tam gdzie nie jest nam daleko
by móc błogo leniuchować, głowę w lekkich chmurkach schować.
Potem przyjdzie Pani jesień, wtedy złoto nam przyniesie.
Rosną wrzosy i kasztany, każdy jest w niej zakochany.
A gdy na spacerze, cudny bukiet z liści zbierzesz,
możesz zabrać go do domu, później wstawić do wazonu.
Za to zima, Pani miła,  wszystko w bieli swej uśpiła.
Lecz jak z nieba puszek leci, cieszą się tym wszystkie dzieci.
Na śniegowej pierzyneczce, można bawić się w najlepsze.
To na sankach, łyżwach, nartach można jeździć już od ranka.
A gdy chcesz mieć w tym kompana, ulep sobie też bałwana!!!
Poznasz wszystko to gołąbku, gdy nie będziesz siedzieć w domku.
Pory roku masz poznawać by móc o nich opowiadać.


„DZIEWCZYNKA NIE MALINKA”

Była sobie raz dziewczynka, całkiem ładna i blondynka.
Miała loczki, śliczne złote i sterczała wciąż pod płotem.
Co tu robić- rozmyślała? I po główce się drapała.
Może bal dla lalek zrobię? Nie, ubrudzę rączki sobie!
Może z misiem na spacerek? Eee, za chłodny mam sweterek!
Wtem kolegę zobaczyła i się bardzo ucieszyła!!!
Szedł on sobie na boisko, które było bardzo blisko.
Zaraz za nim podreptała, bo ciekawość ją zjadała.
Cóż on robić będzie tam, na boisku całkiem sąm?
A kolega ją zobaczył i się trochę tym zniesmaczył...
-Co tu robisz dziewczyneczko? Nie powinnaś być z laleczką?
Albo z misiem czy z rowerkiem? Tu pobrudzisz swą sukienkę!
Tutaj to się piłkę kopie i się biega wciąż po błocie!
Nie dla dziewczyn jest to miejsce i na pewno nie w sukience!
A ta piękność, całkiem mała, cała aż poczerwieniała.
Czoło w gniewie też zmarszczyła i  kolegę uderzyła!
Potem piłkę mu zabrała i tak jemu powiedziała:
-Wszystkie lalki, wszystkie misie to nie dla mnie Ty urwisie!
Piłkę dobrze kopać umiem, Ty na pewno to zrozumiesz
jak zagramy sobie w meczyk i Ty pierwszy się pobeczysz!
Od tej chwili, nigdy potem nie sterczała już pod płotem.
Z chłopakami w piłkę grała i jak oni rozrabiała.

„TORTY”

W pewnej cukierni w czasie wieczora,
trwała dyskusja całkiem spora.
To torty na ladzie tak rozmawiały,
a przy tym bardzo się sprzeczały.
-Ja jestem lepszy- krzyczał kremowy!
-A ja smaczniejszy – wtrącił beżowy!
-Ja mam różyczki zrobione z kremu!
- A za to ja mam zrobione z dżemu!
-Ja mam polewę pyszną, lukrową!
-A ja mam lepszą, czekoladową!
-Ja mam listki zrobione z płatka, a twa powierzchnia jest
całkiem gładka!
-Jestem tak piękny, że  mnie zdobić nie trzeba,
a te listki to  pewnie masz z drzewa!
-Dlaczego mnie wszyscy tak chętnie kupują?
-Jesteś tak brzydki, że się litują!
I trwało by to pewnie aż do ranka
gdyby nie zbudziło obwarzanka!
Obwarzanek tego-głowy wpadł
na pomysł wystrzałowy!
Zwabił torty do kartonu i nie mówiąc nic nikomu
dopiął kartkę wraz z kokardką -
ich kupować już nie warto!


„PAW”

W pewnym mieście, o nazwie San Diego
Żył sobie piękny paw.
Codziennie rano, gdy ZOO otwierano,
wychodził on nad staw.
W lustrzanym odbiciu, strasznie się puszył.
Aż do obiadu się stamtąd nie ruszył.
Stał tak i opowiadał, co na wolności kiedyś
wyprawiał.
Był  ponoć kiedyś w Londynie, ale tam z zimna
uroda ginie.
Za to w Meksyku, na pewnej pustyni, zamieszkał w ruinach
dawnej świątyni.
 W Barcelonie,  latał w prawdziwym balonie.
Kiedy mieszkał w San Francisco, co dzień chodził na lotnisko.
Na Ibizie często bywał, lecz go ponoć ktoś wykiwał.
Costaluna, Costaryca, a tu nagle królik pyta:
- Widziałeś miast już chyba sto,
a wybrałeś nasze zoo?!
-Bo już chyba wszędzie byłem, ale  tu się urodziłem!!!.


„ PSIAK  ROZRABIAKA”

Mały piesek, rozrabiaka, chodził sobie w las.
Gdy Wam powiem, jak to robił, uśmiejecie się po pas!
Z wszystkich ścieżek, jedną lubił
bowiem na niej się nie gubił.
A kolegom opowiada, że on sporty tam uprawia.
Że choć piesek z niego mały, zna na pamięć lasek cały!
Że choć nie ma łap wysokich, to nie straszne mu potoki
i konary wielkich drzew i wiewiórki goni też.
Zazdrościli mu koledzy, tej sprawności i tej wiedzy.
Raz z nim poszedł pies dość duży, towarzyszyć mu w podróży.
Chciał zobaczyć przyjaciela, jak wiewiórki onieśmiela.
Jakie sporty on uprawia, poznać wszystko,o czym mała psina gada.
Ledwo w lasek psy wkroczyły, znaną ścieżkę zagubiły.
Mały, poci się i miota.
-Jakaż była to głupota, wybrać się samemu w las!
Nikt nie znajdzie tutaj nas!
Duży psina nie dowierza, nie poznaje tego zwierza.
Kto u jego boku stoi? Ten bohater – tak się boi?
-Hej, spokojnie mój kolego. Oznaczyłem każde drzewo.
Nos mój sterem naszym będzie, ja tak drogi szukam wszędzie.
Czy Ty podczas przygód wielu, nie użyłeś nosa-steru?
-Jaki nos? Jaki ster? Jestem psiakiem z wyższych sfer!
I do lasu sam nie chodzę, chyba, że po znanej drodze.
Jest to dróżka blisko domu, ale nie mów nic nikomu!
-A te wszystkie opowieści, że znasz w lesie wszystkie ścieżki?
Kłamstwo nigdy nie jest fair, nawet dla psa z wyższych sfer!!!
Od tej pory, mała psina nic nie mówi o wyczynach,
jakie przeżył w wyobraźni, w swojej własnej- psiej fantazji!!!


„DUSZEK”

W starym zamczysku każdego wieczora
wychodziła z murów biała potwora!!!
Choć cała w biel była odziana,
 to nie była  piękna dama!!!
Nie był to też stary król.
Kimże był ten biały stwór?!


Był to duszek bardzo mały.
I był przy tym też nieśmiały.
Mówić o tym nie wypada
bo dla ducha to jest wada.
Ale mimo swego strachu,
duch nie siedział w swoim gmachu.
Co dzień gdy już zmrok zapadał
duch do siebie tak powtarzał:
-Teraz właśnie przyszła pora
by ktoś ujrzał ducha- stwora.
Teraz właśnie nadszedł czas
by ktoś nogi wziął za pas...
Po czym z murów swych wychodził
I po zamku dziarsko chodził!!!
Zwiedzał sale i komnaty, siadał też na tronie taty.
Lecz marzeniem jego było i to często mu się śniło,
 przysiąść sobie na krużganku, ujrzeć zamek o pranku.
Jednak gdy do bram podchodził, strach na nowo go nachodził.
Bo duszyczka mała, biała sama w zamku nie siedziała.
Otóż w zamku mieszkał sobie, pewien bardzo mądry człowiek.
On przed niczym się nie chował, tylko chodził i pilnował.
Nie raz była taka pora, że mógł ujrzeć ducha-stwora.
Lecz dla ducha to był czas, by swe nogi brać za pas!!!
I dlatego nikt nie wiedział czy naprawdę w zamku siedział..


„ KARKONOSKI SKRZAT”

Pewien skrzacik w Karkonoszach
ciągle marzył o kaloszach.
Chciał w tych butach, całych z gumy
pójść nad górski, kręty strumyk.
Miał już dość tych chwil uroczych
w których nogi bose moczył.
Puścił echo w Karkonosze:
-O kalosze pięknie proszę!!!
Poszło echo pasmem górskim.
Usłyszały je przepiórki,
lecz tym ptaszkom nie wypada,
echa plotki rozpowiadać.
Echo poszło nad Izery,
tam siedziały bobry cztery.
Każdy w pracy pogrążony
i na echo obrażony,
że im w pracy śmie przeszkadzać
i o  butach z gumy  gadać.
Echo pędzi nad Sudety, może znajdę tam skarpety,
do kaloszy nie podobne, za to ciepłe i wygodne...
Tam  znalazło lisią norę, ale przyszło ciut nie w porę.
Bo sudeckich, pięknych lasach, lisy były już na wczasach.
Myśli echo załamane, tych kaloszy nie dostanę.
Na tym prace swą skończyło no i w górach się rozmyło.
Krasnal o tym nic nie wiedział, na polanie hardo siedział.
I tak echo wypatrywał, czasem pejzaż też podziwiał.
Było mu tam ciepło, miło, aż tu nagle się ściemniło.
Niebo niczym wielkie smoki, zakrywały w mig obłoki.
Widok cały też zakryły i nad skrzatem się skłębiły.
Nagle spośród gęstych chmur, stanął przed nim sam Duch Gór!!!
Przysiadł sobie przy Skrzaciku i tak szepcze mu po cichu:
-Echo twoje usłyszałem, w różne strony je rozwiałem.
O kalosze tam pytało lecz ich nigdzie nie dostało.
Po co są Ci te kalosze, chcesz w nich zwiedzać Karkonosze?
- Ja w strumykach pluskam stale, potem chodzę wciąż z katarem.
Bo mam nogi gołe, bose- po to chcę mieć te kalosze.
Żeby w butach całych z gumy pójść nad zimny, górki strumyk.
A Karkonosz, mądra głowa naraz rzecze mu te słowa:
-Skrzatów znam ja nazbyt wielu!
Lecz ty pierwszy przyjacielu, będziesz skrzatem w Karkonoszach
co się kąpie tu w kaloszach.
Po tym się Duch w chmurach schował i kalosze wyczarował.


„KOCIE ŻYCIE”

Choć mi pewnie nie wierzycie, nie mam życia jak w Madrycie.
Choć codziennie na kanapie,godzinami sobie chrapię,
jestem strasznie przemęczony i na wszystkich obrażony.
Bo czy ktoś z was o tym wie, jak jest ciężko wyspać się?
Jak krainę mleka wyśnić, futro co dzień sobie czyścić?
Leżeć ciągle na kanapie, słuchać jak się głośno chrapie?
Zjadać miskę z pyszną karmą, lecz nie z taką zwykłą, marną;
a z najwyższej półki w sklepie, taką lubię wszak najlepiej.
Na spacery co dzień chodzić, potem nic, po prostu nic
nie robić!!!
Pewnie sobie tak myślicie, że jest nudne kocie życie...
Ale kiedy tak się lenię, wiem ja jedno:
swego życie już nie zmienię!!!


Autor: Marta Sas-Witko

Zabawy w teatr

-skojarzone artykuły i produkty:
Ciekawe produkty
Podobne tematy

KONKURS
Konkurs pt: "Oznaki wiosny" został rozstrzygnięty. Zobacz laureatów konkursu...   

czytaj więcej...






Pasaż dla rodziców


Polityka prywatności | Reklama | Współpraca | Partnerzy | Kontakt

Książki dla dzieci, plecaki, buty
copyright © Dla-Dzieci.com.pl - wszystkie prawa zastrzeżone